Читаем Filmowy wehikuł czasu полностью

— Masz rację — krzyknął Barney, po czym podniósł głos jeszcze wyżej. — Tutaj… W tę stronę!

Dallas wrzeszczał również, zapominając o syrenie. We mgle unoszącej się nad wodą zamajaczył ciemny cień.

— To łódź. Jedna z tych, jakie mają na pokładzie — stwierdził Dallas.

Wciąż jeszcze krzyczeli i wymachiwali rękami, kiedy nagły podmuch wiatru rozwiał mgłę i zarówno łódź, jak i jej pasażerowie ukazali się im w całej okazałości. Czółno zbudowane było z jakichś ciemnych skór, a siedzący w nim mężczyźni ubrani byli w futrzane kurtki. Odrzucone do tyłu kaptury odsłaniały ich długie, czarne włosy.

— To nie Wikingowie — Dallas machał ręką tak intensywnie, że jego ponczo powiewało jak sztandar. — A jeżeli nie, to kim oni są?

Gdy rozważał te kwestie, dwaj mężczyźni w tyle czółna zanurzyli głęboko w wole krótkie wiosła o obłych piórach, a trzeci, klęczący na dziobie, wyrzucił ramię do przodu i coś przecięło powietrze lecąc w kierunku Dallasa.

— Trafili mnie — wrzasnął Dallas i padł na wznak? Z jego piersi sterczała włócznia. Syrena przeciwmgłowa upadła na piasek tuż obok, zawór otworzył się i donośny ryk rozległ się nad zamglonym morzem. Mężczyźni w łodzi zaczęli energicznie wiosłować i po kilku silnych ruchach zniknęli z powrotem we mgle. Upłynęło zaledwie kilka sekund. Barney stał w bezruchu, skamieniały z wrażenia. Fala dźwięków, wydawanych przez syrenę odebrała mu zdolność rozumowania; musiał ją wyłączyć zanim odwrócił się do Dallasa, który ciągle leżał nieruchomo na plecach. Wyglądało, że jest martwy jak kamień.

— Może wyciągnie pan ze mnie to świństwo — odezwał się wreszcie słabym głosem.

— Zranię cię… mogę cię zabić… nie dam rady.

— Nie jest tak źle, jak na to wygląda. Ale, dla pewności, ma to pan wyciągnąć, a nie wepchnąć.

Barney szarpnął ostrożnie drewniane stylisko włóczni. Wychodziła stosunkowo łatwo, ale wplątała się w ubranie Dallasa tak, że w końcu był zmuszony przydepnąć go nogą i pociągnąć ze wszystkich się oburącz. Poddała się wreszcie ciągnąc za sobą pas wystrzępionych łachmanów, które kiedyś stanowiły poncho. Dallas usiadł, rozchylił je, rozerwał znajdującą się pod spodem marynarkę i koszulę.

— Spójrz — wskazał na czerwoną szrama biegnącą wzdłuż żeber. — Jeszcze dwa cale w prawo i przedziurawiliby mnie na wylot. Właśnie ten haczyk wbijał się we mnie, gdy się poruszałem.

Dotknął ostrej krawędzi haka sterczącego z ostrza włóczni.

— Co się stało? Co to znaczy? — krzyczał Amory zbiegające po zboczu od strony ciężarówki. — Przecież to była łódź.

Dallas wstał i włożył z powrotem koszulę w spodnie.

— Skontaktowaliśmy się z tubylcami. Wyglądają jak Indianie albo Eskimosi, albo jeszcze jacyś inni, którzy przybyli tu przed Wikingami.

— Jesteś ciężko ranny?

— Niezupełnie. Najwyraźniej moje imię nie było wypisane na tej dzidzie — zachichotał Dallas i przyjrzał się uważnie włóczni. — Kawał niezłej roboty — i dobrze wyważona.

— Nie lubię takich przedmiotów — stwierdził Barney, wygrzebując z paczki rozmiękłego papierosa. — Czy nie miałem dość zmartwień do tej pory? Nie chciałbym, żeby natknęli się na Wikingów.

— A ja bym chciał — odrzekł mściwie Dallas. — Nie sądzę, by sprawili wiele kłopotów Ottarowi.

— Chciałem wam powiedzieć, że mgła się przeciera i wychodzi słońce — dorzucił Amory. — Widać to wyraźnie z góry, z ciężarówki.

— Najwyższy czas — odparł Barney, zaciągając się papierosem tak głęboko, że ten zaskwierczał nagle i sypnął iskrami.

W tej chwili zaświeciło słońce. Mgła rozwiewała się szybko, pędzona silnym, zachodnim wiatrem, wiejącym im prosto w twarze. W ciągu pół godziny rozproszyła się zupełnie i ich oczom ukazał się zakotwiczony o milę od brzegu knorr Ottara.

Barney niemal się uśmiechnął.

— Zatrąb no który w ich kierunku, może zauważą ciężarówkę. Dallas odkręcił zawór butli z dwutlenkiem węgla i nie zakręcał go tak długo, aż syrena wydała ostatni jęk i zamilkła. Najwyraźniej odniosło to pożądany skutek. Wielki żagiel załopotał na maszcie, a przed dziobem okrętu pojawiły się białe rozbryzgi piany. Nigdzie jednak nie widać było skórzanego czółna, które znikło równie nagle, jak się pojawiło. O kilka jardów od brzegu knorr zwolnił i wykonał zwrot, żagiel załopotał i zwisł bezwładnie, poruszany nieznacznie delikatnymi podmuchami wiatru. Dziesiątki rąk machały do nich z pokładu, wiatr przynosił niezrozumiałe z tej odległości okrzyki.

— Płyńcie tu — wrzeszczał Barney. — Do brzegu! Czemu nie lądujecie?

— Muszą mieć swoje powody — powiedział Amory. — Nie podoba im się brzeg w tym miejscu albo coś w tym rodzaju.

— No dobrze, ale w jaki sposób, ich zdaniem, mam się dostać na statek? — spytał Barney.

— Niech pan spróbuje wpław — zasugerował Dallas.

— Mądrala. Może to ty powinieneś potaplać się do nich i przekazać im kilka informacji.

— Spójrzcie — pokazał ręką Amory — mają na pokładzie drugą łódź.

Stara łódź knorra — dwudziestostopowa miniatura okrętu macierzystego była wciąż widoczna na pokładzie, lecz obok niej spoczywała druga, mniejsza, przewrócona na burtę.

— Ta krypa wściekle mi coś przypomina — mruknął Dallas. Barney rzucił na nią okiem.

Перейти на страницу:

Похожие книги

Абсолютная власть
Абсолютная власть

Болдаччи движет весь жанр саспенса.PeopleЭтот роман рвет в клочья общепринятые нормы современного триллера.Sunday ExpressИ снова вы можете произнести слова «Болдаччи», «бестселлер» и «киносценарий», не переводя дыхание.Chicago SunРоман «Абсолютная власть» явился дебютом Болдаччи – и его ошеломительным успехом, став безусловным мировым бестселлером. По этой книге снят одноименный киноблокбастер, режиссером и исполнителем главной роли в котором стал Клинт Иствуд.Интересно, насколько богатая у вас фантазия?.. Представьте себе, что вы – высококлассный вор и забрались в роскошный особняк. Обчистив его и не оставив ни единого следа, вы уже собираетесь испариться с награбленным, но внезапно слышите шаги и стремительно прячетесь в укромное место. Неожиданно появляются хозяйка дома и неизвестный мужчина. У них начинается бурный секс. Но мужчина ведет себя как садист, и женщина, защищаясь, хватает со столика нож. Тут в спальню врываются двое вооруженных охранников и расстреливают несчастную в упор. Страсть оказалась смертельной. А незнакомец поворачивается к вам лицом – и вы узнаете в нем… президента США! Что бы вы сделали, а?..

Алекс Дальский , Владимир Александрович Фильчаков , Владимир Фильчаков , Дэвид Балдаччи

Фантастика / Самиздат, сетевая литература / Боевая фантастика / Научная Фантастика / Социально-философская фантастика