— Prawie skończone. — Amory posłodził kawę. — Wywaliliśmy tylną ścianę, żeby zrobić miejsce dla kamery i świateł, zabiliśmy to sklejką i podnieśliśmy strop o cztery stopy. Poszło znacznie łatwiej niż myślałem. Podwyższyliśmy legary i podciągnęliśmy cały interes pionowo w górę. Potem miejscowi wycięli z torfu cegły i dobudowali z nich brakujące fragmenty ścian. Ci faceci rzeczywiście znają się na robocie.
— I są bajecznie tani — dodał Barney. — Jak dotąd budżet jest jedyną rzeczą w tym filmie, która trzyma się kupy.
Przesunął ręką po kopii scenariusza, zakreślając niektóre partie tekstu czerwonym ołówkiem. — Czy moglibyśmy nakręcić teraz parę scen we wnętrzach?
— W każdej chwili.
— No to zakładamy kalosze. Co sądzisz o próbie, Amory?
— Absolutnie pierwsza klasa. Ten Wiking jest całkowicie naturalny, to pierwszorzędne odkrycie.
— Taa… — Barney rozgryzł koniuszek ołówka i wypluł go. — Miejmy nadzieję. Być może jest w stanie zagrać scenę czy dwie — ale jak nam się uda przez cały ten czas utrzymać go w ryzach? Miałem zamiar nakręcić na początek trochę prostego materiału w plenerze — wchodzi i schodzi z okrętu, stoi w bohaterskiej pozie na tle zachodzącego słońca i takie tam… ale przez te pogodę szlag trafił cały pomysł. Będziemy kręcić we wnętrzach — i trzymaj za to kciuki.
Deszcz wdzierał się do wnętrza szczelinami w plandece jeepa, który ślizgając się po błotnistych koleinach wyżłobionych kołami innych pojazdów, wspinał się mozolnie na wzgórze. Na polanie za domem Ottara stała grupa samochodów, nad którą górowała dudniąca głucho przyczepa — generator. Zatrzymali się przy chacie najbliżej jak to było możliwe i ruszyli dalej błotnistą ścieżką. Pod okapem kuliła się większość służby domowej — ociekająca wodą i wielce nieszczęśliwa. Wypędzono ich pod gołe niebo, by zapewnić dość miejsca dla filmowców. Przez półotwarte, tekturowe drzwi biegły do środka grube kable elektryczne. Barney wszedł.
— Dajcie tu trochę światła — zawołał, odrzucając przemoknięty na wylot płaszcz. — I usuńcie ten tłum z końca izby. Chce obejrzeć te komory sypialne.
— Uważaj, żebyś się nie poplamił. Na tym starożytnym drewnie jeszcze nie wysechł werniks — odparł Amory, wskazując na dwuskrzydłowe drzwi w ścianie.
— Nie najgorzej — zaakceptował Barney.
— Fatalnie! — parsknął Jens Lynn. — Mówiłem, że w takich prostych domach mieszkańcy spali na specjalnej ławie, ustawionej wzdłuż ściany, takiej jak ta, a
Otworzył wysokie na pięć stóp odrzwia i odsłonił niewielki pokój, którego podłogę pokrywał piankowy materac obleczony w nylonowe prześcieradło.
— Ależ to… to jest wstrętne! Niczego takiego nie…
— Spokojnie, doktorze — Barney lustrował wnętrze komory sypialnej przez obiektyw kamery. — Kręcimy film — rozumie pan? Jak pan wsadzi kamerę i parę aktorów do czegoś w rodzaju trumny, bo coś takiego miał pan na myśli? W porządku — odsuńcie trochę tył.
Dwóch stolarzy przesunęło tylną ścianę, ukazując kamerę stojącą w niszy naprzeciwko.
— Właź tu, Gino — polecił Barney — a ja powtórzę o co chodzi w scenie. Klaps numer 54. W samą porę, Ottar. Właśnie wchodzisz na plan.
Wiking wkroczył do środka, spowity w przeciwdeszczowy płaszcz z tworzywa sztucznego. Kroczący za nim charakteryzator osłaniał go trzymanym nad głową parasolem.
— Cześć, Barney! — zawołał. — Wyglądam dobrze, no nie?
Rzeczywiście nie wyglądał źle. Wymoczono go w kadzi — wodę trzeba było zmieniać trzykrotnie wymyto mu, wysuszono i utrefiono brodę oraz włosy. Ottar, odziany w strój Rufa przerobiony na miarę jego masywnej postaci, robił jak najlepsze wrażenie. Wiedział o tym i rozkoszował się tym.
— Jesteś wspaniały. Tak cudowny, że trzeba ci zrobić trochę zdjęć. Potem je obejrzysz. Chcesz? — Dobry pomysł. Bardzo dobrze wyglądam na filmie.
— W porządku. Teraz posłuchaj czego od ciebie chce — Barney zamknął drzwi do komory sypialnej. Będę w środku z kamerą. Stoisz w tym miejscu i otwierasz drzwi… o tak… a kiedy otworzysz je na oścież, spojrzysz na dół, na łóżko i uśmiechniesz się z wolna. To wszystko.
— Głupi pomysł. Sfotografuj mnie tutaj!
— Wysoko sobie cenie twoje rady, Ottar, ale myśl, że zrobimy to po mojemu. Pomijając wszystko inne, dostajesz przecież butelkę dziennie i grzywnę srebra na miesiąc. Musisz na nie zapracować.
— Słusznie — jedną butelkę każdego dnia. Gdzie jest dzisiejsza?
— Po pracy! Nawet nie zaczęliśmy. Stań tu, a ja biorę się za kamerę. — Ściągnął przez głowę pelerynę i poszedł w stronę niszy.
Po szeregu wykrzykiwanych głośno poleceń i kilku próbach wyglądało na to, że Ottar zrozumiał wreszcie, czego od niego chcą. Po raz kolejny zamknięto drzwi i Barney kazał zacząć od nowa. Kamera nacelowana na ciemną plamę łoża zaszumiała cicho i w tym momencie drzwi wyleciały, pchnięte z nadludzką siłą. Jedna z oderwanych klamek pozostała w dłoni Ottara.
— Niech to piekło pochłonie! — warknął i cisnął klamkę na ziemię.