Maksencjusz go kopnął, Joachim go trzepnął, a pani postawiła obu do kąta i powiedziała, że ja będę Kotem w Butach, a jeśli nie chcę, to właściwie wszystko jedno, bo ona już zaczyna mieć dosyć tej bandy urwisów i bardzo jej żal naszych rodziców, że muszą nas wychowywać, i jeśli tak dalej pójdzie, skończymy w więzieniu i biedni będą ci więzienni dozorcy.
Potem, kiedy Rufus został wyznaczony na olbrzyma, a Kleofas na markiza Carabasa, pani rozdała nam kartki pisane na maszynie, a na nich to, co mamy mówić. Pani zobaczyła, że dużo aktorów stoi w kącie, więc kazała im wrócić na miejsca i pomagać Alcestowi w robieniu tłumu mieszkańców. Alcest był niezadowolony, bo chciał ten tłum robić sam, ale pani kazała mu być cicho.
- A więc - powiedziała pani - zaczynamy! Przeczytajcie uważnie wasze role.
Ananiasz, ty podchodzisz tutaj, jesteś zrozpaczony, szukasz braci w lesie i spotykasz Mikołaja
- Kota w Butach. A wy - tłum - mówicie wszyscy razem: „Ależ to Tomcio Paluch i Kot w Butach!” No, zaczynamy!
Ustawiliśmy się koło tablicy. Ja miałem za paskiem linijkę (niby to szablę) i Ananiasz zaczął czytać swoją rolę.
- Moi bracia - powiedział - gdzie są moi biedni bracia?
- Moi bracia - krzyknął Alcest - gdzie są moi biedni bracia?
- Ależ, Alcest, co ty wyprawiasz? - zawołała pani.
- No jak to? - zdziwił się Alcest. - Ja podpowiadam!
- Proszę pani - powiedział Ananiasz - jak Alcest podpowiada, pluje mi okruchami biszkopta na okulary i ja nic nie widzę! Poskarżę się rodzicom!
I Ananiasz zdjął okulary, żeby je wytrzeć, a wtedy Alcest prędko z tego skorzystał i trzepnął go po głowie.
- Daj mu fangę w nos! - krzyknął Euzebiusz. - W nos!
Ananiasz zaczął krzyczeć i płakać. Powiedział, że jest nieszczęśliwy, że chcą go zabić, i rzucił się na ziemię. Maksencjusz, Joachim i Gotfryd zaczęli robić tłum.
- Ależ to Tomcio Paluch - mówili - i Kot w Butach.
Ja biłem się z Rufusem. Miałem linijkę, a on kałamarz. Próba szła fajnie, kiedy nagle pani krzyknęła:
- Dość tego! Na miejsca! Nie będziecie występowali na uroczystości! Nie chcę, żeby pan dyrektor to widział!
Stanęliśmy jak wryci: pierwszy raz się zdarzyło, że pani chciała ukarać dyrektora.
ROWER
Tata nie chciał mi kupić roweru. Mówił, że dzieci są bardzo nieostrożne, że robią różne sztuki na rowerach, że je łamią, a same rozbijają sobie nosy. Powiedziałem tacie, że ja byłbym ostrożny, a potem płakałem i dąsałem się, a potem powiedziałem, że pójdę sobie z domu, i w końcu tata powiedział, że będę miał rower, jeśli będę w pierwszej dziesiątce z arytmetyki.
Dlatego byłem wczoraj taki zadowolony, wracając ze szkoły, bo byłem dziesiąty z arytmetycznej klasówki. Kiedy powiedziałem o tym tacie, wytrzeszczył oczy i powiedział:
„Coś takiego, no coś takiego!”, a mama mnie pocałowała, powiedziała, że tata kupi mi zaraz piękny rower i że to pięknie, że tak dobrze zrobiłem zadanie z arytmetyki. Trzeba powiedzieć, że miałem szczęście: tylko jedenastu chłopców pisało zadanie, bo inni mają grypę, a jedenasty to był Kleofas, który jest zawsze ostatni, ale jemu wszystko jedno, bo i tak ma rower.
Kiedy dziś przyszedłem do domu, zobaczyłem tatę i mamę: czekali na mnie w ogrodzie i uśmiechali się od ucha do ucha.
- Mamy niespodziankę dla naszego dużego syna! - powiedziała mama i oczy jej się śmiały.
Tata poszedł do garażu i wyprowadził z niego - nie zgadniecie co - rower! Rower czerwony i srebrny, błyszczący, z reflektorem i dzwonkiem. Pycha! Zacząłem biegać w kółko, a potem pocałowałem mamę, pocałowałem tatę i pocałowałem rower.
- Musisz przyrzec, że będziesz ostrożny - powiedział tata - i że nie będziesz robił
sztuk!
Przyrzekłem, więc mama mnie pocałowała, powiedziała, że jestem jej duży chłopczyk, że zrobi czekoladowy krem na deser, i poszła do domu. Moja mama i mój tata są najfajniejsi na świecie!
Tata został ze mną w ogrodzie.
- Czy wiesz - powiedział - że byłem kiedyś mistrzem kolarskim i że gdybym nie poznał twojej mamy, może poszedłbym na zawodowca?
Tego nie wiedziałem. Wiedziałem, że tata był mistrzem w futbolu, w rugby, w pływaniu i w boksie, ale wjeździe na rowerze - to było coś nowego.
- Pokażę ci - powiedział tata, wsiadł na mój rower i zaczął jeździć naokoło ogrodu.
Naturalnie rower był za mały dla taty i tata nie wiedział, co robić z nogami, bo kolana miał
pod brodą, ale jakoś dawał sobie radę.
- To jest najkomiczniejsze widowisko, jakie oglądam od czasu, kiedy cię ostatnio widziałem!
Tak powiedział pan Bledurt, który wyjrzał sponad ogrodzenia. Pan Bledurt to nasz sąsiad, który bardzo lubi przekomarzać się z tatą.
- Cicho bądź! - odpowiedział tata. - Nic się nie znasz na rowerach!
- Co takiego?! - krzyknął pan Bledurt. - Wiedz, nędzny ignorancie, że byłem międzyokręgowym mistrzem amatorów i że poszedłbym na zawodowca, gdybym nie poznał
mojej żony!
Tata zaczął się śmiać.