Odstępując od masowych represji, Chruszczow, a później Breżniew wprowadzili nową politykę dominacji w swoich koloniach. Na czele każdej instytucji stawał z reguły miejscowy obruszczony, ale jego zastępcą był zawsze Rosjanin, odbierający polecenia bezpośrednio z Moskwy. Drugą zasadą nowej polityki było odrodzenie miejscowych starych struktur plemiennych i oddawanie władzy zaufanym i zaprzedanym klanom. Później, już w latach pierestrojki, zdumiewały komunikaty prokuratury generalnej byłego ZSRR o walce ze straszliwą korupcją, która panowała w azjatyckich republikach Imperium, do więzień wsadzano całe składy miejscowych KC i rad ministrów. Jak to — wszyscy kradli? A wszyscy, bo pod nazwą KC czy innej instytucji rządzącej kryła się starszyzna panującego, skoligaconego i powiązanego wielkimi interesami klanu. Jeżeli były jakieś klany rywalizujące, a nie mogły dojść do porozumienia, wybuchała lokalna wojna domowa, jak ta w 1992 roku w Tadżykistanie. Na czele każdej republiki stał wezyr — I sekretarz KC miejscowej partii. Zgodnie z tradycją wschodnią jego władza była dożywotnia. Diumuchammed Kunajew był I sekretarzem Kazachstanu 26 lat, aż musiał go zdjąć Gorbaczow. Szafar Raszidow był I sekretarzem Uzbekistanu 24 lata, aż do śmierci w 1983 roku. Gajdar Alijew był szefem KGB, a potem I sekretarzem Azerbejdżanu przez 23 lata. Przejazd każdego z nich przez miasto był wydarzeniem na długo zapamiętanym, długo wspominanym. Wymyślony kiedyś przez Anglików w Azji i w Afryce system indirect rule, przejęty przez Moskwę, pozwalał jej na pełną samowolę.
Ta dygresja o systemie władzy pozwoli lepiej zrozumieć niebywałą historię zagłady morza, jej tło i okoliczności.
Woda jest warunkiem życia, zwłaszcza w tropiku, na pustyni, ponieważ jest jej tak mało. Jeżeli mam wodę tylko na jedno pole, nie mogę uprawiać dwóch pól, jeżeli mam wodę na jedno drzewo, nie mogę posadzić dwóch drzew. Każdy kubek wody jest wypity kosztem jakiejś rośliny, roślina uschnie, ponieważ wypiłem wodę potrzebną jej do życia. Cały czas między ludźmi, roślinami i zwierzętami trwa tu walka o przetrwanie, o kroplę wody, bez której nie ma istnienia.
Wałka, ale i współpraca, ponieważ wszystko opiera się tu na kruchej i chwiejnej równowadze, której naruszenie grozi śmiercią. Jeżeli wielbłądy wypiją zbyt dużo wody, nie starczy jej dla wołów, woły wymrą z pragnienia. Jeżeli wymrą woły, zginą owce, bo kto będzie ciągnął kierat napędzający wodę na łąki? Jeżeli zginą owce, jakie mięso będzie jadł i czym się okryje człowiek? Jeżeli człowiek będzie nagi i słaby, kto zasieje pola? Jeżeli nikt nie będzie uprawiać pól, zagarnie je pustynia. Wszystko zasypią piaski, zniknie życie.
Bawełnę uprawiali tu od lat. Płótno z bawełny jest lekkie i mocne, a także zdrowe, bo chłodzi ciało. Od wieków miała ona dobrą cenę, gdyż nigdy nie uprawiano jej zbyt wiele — zawsze barierą był (i jest) chroniczny w tropiku brak wody. Aby uprawić nowe pole bawełny, trzeba by zabrać wodę ogrodom, wyciąć lasy, wybić bydło. Ale jak i z czego wówczas żyć, co jeść? Wszyscy znają ten dylemat od tysięcy lat — w Indiach, w Chinach, w Ameryce, w Afryce. A w Moskwie? I w Moskwie znają!
Początek katastrofy przypada na lata sześćdziesiąte. Trzeba było odtąd dwóch dziesięcioleci, żeby połowę żyznych oaz Uzbekistanu zamienić w pustynię. Więc najpierw sprowadzono z całego Imperium buldożery. Rozgrzane, metalowe karaluchy rozpełzły się po piaszczystych równinach. Poczynając od brzegów Syr-darii i Amu-darii, stalowe tarany zaczęły ryć w piasku głębokie rowy i szczeliny, którymi następnie puszczono wodę z rzek. Musieli tych rowów wykopać nieskończoną ilość (kopią je zresztą nadal), jeśli pamiętać, że łączna długość Syr-darii i Amu-darii wynosi 3662 kilometry! Teraz, wzdłuż tych kanałów, kołchoźnicy mieli zasadzić bawełnę. Z początku robili to na pustynnych nieużytkach, ale ponieważ białego włókna było ciągle mało, władza nakazała oddawać bawełnie pola uprawne, ogrody i sady. Łatwo wyobrazić sobie rozpacz i przerażenie chłopów, którym odbiera się jedyne, co mają — krzak porzeczki, morelę, odrobinę cienia. Na wsiach sadzili bawełnę wprost pod oknami domów, na dawnych grządkach kwiatów, na podwórzach, przy płotach. Sadzili zamiast pomidorów i cebuli, zamiast oliwek i arbuzów. Samoloty i helikoptery latały zrzucając na te tonące w bawełnie wioski lawiny nawozów sztucznych, chmury trujących pestycydów. Ludzie krztusili się, nie mieli czym oddychać, ślepli.
Chruszczow chciał mieć swoje zaorane ugory w Kazachstanie, Breżniew — swoją krainę bawełny w Uzbekistanie. Obaj byli bardzo przywiązani do swoich pomysłów, a nikt nie ośmielał się pytać, jaka jest ich cena.
Obraz ziemi zmieniał się szybko. Znikały pola ryżu i pszenicy, zielone łąki, zagony jarmużu i papryki, plantacje brzoskwiń i cytryn. Wszędzie, jak okiem sięgnąć, rosła bawełna. Dziesiątkami, setkami kilometrów ciągnęły się jej pola, jej białe, puszyste morze. Krzak bawełny rośnie kilka miesięcy, potem przychodzi okres zbiorów.