Читаем Kobieta, która czekała полностью

Niewiele brakowało, a wcale byśmy nie pchnęli drzwi tej chaty. Belki dachu mierzyły w niebo, niczym połamane żebra padliny. Okna straciły obramienia z rzeźbionego drewna. Schodki wejściowe ginęły w gęstych zaroślach. Już mieliśmy iść dalej… I nagle ten głos. Dochodził z niziutkiej ławki biegnącej wzdłuż ściany domu i zasłoniętej przez krzaki. Siedziała na niej staruszeczka o przymkniętych powiekach, ze zwiniętym w kłębek kotem na kolanach, do którego kierowała kojącą litanię czułych słówek. Zobaczyła nas, wstała, ułożyła kota na ławce i przemówiła bardzo głośno, ze zdumiewającą siłą jak na tak wątłe ciało, zapraszając do środka. Tam czekała nas główna niespodzianka.

Przez na wpół zawalony dach widać było niebo, a wystawiona na pastwę wiatrów przestrzeń została urządzona w zupełnie niewyobrażalny sposób: pośrodku izby zbudowano drugi dom, znacznie mniejszy, maleńką chatkę skleconą z desek pochodzących z szopy albo ogrodzenia. Prawdziwy dach, wąskie i niskie drzwi, zdobyte zapewne w jakiejś stodole, okno. Ruina otaczająca chatkę należała już do świata zewnętrznego, z jego zmianami pogody, z jego dzikimi nocami. Do królestwa natury. Podczas gdy nowa budowla odtwarzała utraconą wygodę, w skondensowanej postaci. Zgięci wpół wcisnęliśmy się do środka, by odkryć tam ubóstwo prymitywnego gospodarstwa i zdumiewający porządek. Swego rodzaju życiowe minimum, powiedziałem sobie w duchu, ostatnia granica oddzielająca ludzką egzystencję od kosmosu. Maleńkie łóżko, stolik, taboret, dwa talerze, filiżanka, a pod ścianą, otoczony kilkoma pożółkłymi listami, czarny prostokąt ikony.

Sprytne było dostawienie drewnianej konstrukcji do wielkiego murowanego pieca, który zajmował połowę zrujnowanej chałupy. Starowinka oprowadzała nas po tym domku dla lalki, tłumacząc, że zimą wychodzi do głównej izby przysypanej śniegiem, rozpala w piecu i znów chowa się w swojej chatynce… Wbrew temu, co nam o niej mówiono, nie była głucha, słuch miała jedynie trochę przytępiony, natomiast rzeczywiście traciła wzrok, pole widzenia zawężało jej się tak samo, jak kurczył się obszar jej wszechświata, ograniczając się do coraz to mniejszego klocka-schronienia.

W pewnym momencie Wiera dała mi dyskretnie do zrozumienia, że chce zostać ze staruszką sama.

Poszedłem aż nad staw, pośrodku którego rysował się niewyraźnie kształt zatopionej łodzi. W sąsiedniej chacie trafiłem na stertę podręczników szkolnych i zeszyt wypełniony ćwiczeniami z gramatyki. Uderzyło mnie zwłaszcza jedno zdanie, przepisane dla utrwalenia jakiejś zasady składni: „Obrońcy Leningradu usłuchali rozkazu Stalina, by stawiać opór do ostatniej kropli krwi”. Nie, nie tyle reguła składni, ile zasada oboczności samogłoskowej. Potrzebowałem tych nieistotnych ironicznych myśli, żeby móc znieść ciężar czasu, który stał w miejscu, rozlany w gęstą kałużę absurdu, w każdym z tych domostw, na opustoszałej ulicy.

„Wkrótce i Mirnoje tak właśnie będzie wyglądać – pomyślałem, wracając do chaty ostatniej pozostałej przy życiu staruszki – tak, ta sama ludzka pustynia, jeszcze bardziej bezwzględna niż reguły gramatyki”.

Obie kobiety wyszły już na zewnątrz i krzątały się wokół wózka osadzonego na kołach od roweru. Łatwo mogłem wyobrazić sobie przebieg ich tajnych pertraktacji. Najpierw odmowa wyjazdu przez staruszkę, odmowa czysto pro forma, jednak była jej niezbędna, żeby uzasadnić długie lata samotności, żeby nie przyznać się do poczucia opuszczenia. Następnie argumentacja Wiery, która ważyła każde słowo, żeby nie odbierać eremitce resztek dumy, dumy z gotowości do samotnej śmierci… I tak od słowa do słowa stopniowe zbliżenie między nimi, zbieżność ich kobiecych losów, wzajemne zrozumienie i wreszcie wyznania, a zwłaszcza to: otóż właśnie lęk przed śmiercią w samotności.

Podszedłem do nich, zaproponowałem pomoc. I spostrzegłem, że obie mają lekko zaczerwienione oczy. Pomyślałem o ironii, z jaką czytałem przed chwilą zdanie o Stalinie nakazującym obronę Leningradu. Ten sarkastyczny ton, typowy dla naszego środowiska intelektualistów kontestatorów. Humor zapewniał nam prawdziwy komfort psychiczny, gdyż stawiał nas ponad wszelkimi sporami. Teraz, spoglądając na te dwie kobiety, które właśnie uroniły kilka łez przy podjęciu dramatycznej decyzji, poczułem, że nasza ironia mierzyła w coś, co ją przekraczało. „Sentymentalizm wieśniaczy, szydzilibyśmy w Wigwamie, Nędznicy w wersji radzieckiej…” Te drwiny trafiałyby w próżnię, teraz to wiedziałem. Istotę rzeczy stanowiły ręce kobiece ładujące na mały wózek całość materialnej egzystencji ludzkiej istoty.

Całość! Ta myśl mnie poraziła. Wszystko, czego ta staruszka potrzebowała, zmieściło się tutaj, na trzech krótkich deskach naszego wózka. Weszła do chaty i wróciła z ikoną owiniętą w kawałek płótna.

– Jekatierina Iwanowna wybierze się z nami – oznajmiła Wiera, jakby chodziło o krótki pobyt czy spacer. – Tyle że odmawia skorzystania z naszej taksówki, woli iść. No cóż, zobaczymy…

Перейти на страницу:

Похожие книги

Последний рассвет
Последний рассвет

На лестничной клетке московской многоэтажки двумя ножевыми ударами убита Евгения Панкрашина, жена богатого бизнесмена. Со слов ее близких, у потерпевшей при себе было дорогое ювелирное украшение – ожерелье-нагрудник. Однако его на месте преступления обнаружено не было. На первый взгляд все просто – убийство с целью ограбления. Но чем больше информации о личности убитой удается собрать оперативникам – Антону Сташису и Роману Дзюбе, – тем более загадочным и странным становится это дело. А тут еще смерть близкого им человека, продолжившая череду необъяснимых убийств…

Александра Маринина , Алексей Шарыпов , Бенедикт Роум , Виль Фролович Андреев , Екатерина Константиновна Гликен

Фантастика / Приключения / Прочие Детективы / Современная проза / Детективы / Современная русская и зарубежная проза
Замечательная жизнь Юдоры Ханисетт
Замечательная жизнь Юдоры Ханисетт

Юдоре Ханисетт восемьдесят пять. Она устала от жизни и точно знает, как хочет ее завершить. Один звонок в швейцарскую клинику приводит в действие продуманный план.Юдора желает лишь спокойно закончить все свои дела, но новая соседка, жизнерадостная десятилетняя Роуз, затягивает ее в водоворот приключений и интересных знакомств. Так в жизни Юдоры появляются приветливый сосед Стэнли, послеобеденный чай, походы по магазинам, поездки на пляж и вечеринки с пиццей.И теперь, размышляя о своем непростом прошлом и удивительном настоящем, Юдора задается вопросом: действительно ли она готова оставить все, только сейчас испытав, каково это – по-настоящему жить?Для кого эта книгаДля кто любит добрые, трогательные и жизнеутверждающие истории.Для читателей книг «Служба доставки книг», «Элеанор Олифант в полном порядке», «Вторая жизнь Уве» и «Тревожные люди».На русском языке публикуется впервые.

Энни Лайонс

Современная русская и зарубежная проза
Книга Балтиморов
Книга Балтиморов

После «Правды о деле Гарри Квеберта», выдержавшей тираж в несколько миллионов и принесшей автору Гран-при Французской академии и Гонкуровскую премию лицеистов, новый роман тридцатилетнего швейцарца Жоэля Диккера сразу занял верхние строчки в рейтингах продаж. В «Книге Балтиморов» Диккер вновь выводит на сцену героя своего нашумевшего бестселлера — молодого писателя Маркуса Гольдмана. В этой семейной саге с почти детективным сюжетом Маркус расследует тайны близких ему людей. С детства его восхищала богатая и успешная ветвь семейства Гольдманов из Балтимора. Сам он принадлежал к более скромным Гольдманам из Монклера, но подростком каждый год проводил каникулы в доме своего дяди, знаменитого балтиморского адвоката, вместе с двумя кузенами и девушкой, в которую все три мальчика были без памяти влюблены. Будущее виделось им в розовом свете, однако завязка страшной драмы была заложена в их историю с самого начала.

Жоэль Диккер

Детективы / Триллер / Современная русская и зарубежная проза / Прочие Детективы